Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krem do rąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krem do rąk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Kremy do rąk :-)


Przy okazji wpisu o Garnierze, obiecałam skrobnąć coś o pozostałych używanych przeze mnie kremach do rąk.

Aktualnie z przyjemnością 'męczę' dwa kremy (+ Garnier oczywiście):
Ziaja kokosowa terapia rąk i zmysłów oraz Joanna Sweet Fantasy wanilia


Są to moje kremy na dzień, ale każdy i tak ma bardziej wyszczególnione obowiązki. ;-))

Ziaja jest kremem torebkowym. Zawsze mam ją przy sobie, jest idealna właśnie jako krem do torebki. Przede wszystkim wchłania się błyskawicznie - czasem nawet w tramwaju potrafiłam jej używać. Ma śliczny słodki kokosowy zapach, który uwielbiam. Konsystencja jest lekka, nawilżenie nie jest powalające, ale wystarczające w takich właśnie codziennych sytuacjach, kiedy stwierdzamy, że tu i teraz musimy posmarować czymś dłonie. Nie zostawia żadnych tłustych 'filmów'.

Joanna za to jest moim kremem 'przylaptopowym'. Również wchłania się szybko i nie zostawia tłustej powłoczki na rękach, stąd bez problemu można chwilę po jej nałożeniu pisać na klawiaturze bez obawy o zabrudzenie. Na pewno nawilża bardziej niż Ziaja i ma gęstszą konsystencję, ale jest też mniej wydajna. Zapach przecudny, słodki, waniliowy. W tej serii występują jeszcze dwa inne - czekolada i kokos, jednak ja ich jeszcze nie miałam.

W obu przypadkach na plus opakowanie, a konkretnie zamknięcie - na 'klapkę'. Nic nie trzeba zakręcać, co mnie mocno denerwuje w Garnierze jak mam ręce wysmarowane kremem. 

Oba kremy na pewno nie spisałyby się jako główne nawilżacze rąk, są jednak za lekkie, ale jako torebkowo-laptopowa pielęgnacja i chwilowa ulga dla dłoni, sprawdzają się idealnie w moim przypadku.

To jak na razie mój stały zestaw jeśli chodzi o kremy do rąk. :) Całą trójkę z czystym sumieniem polecam.


Przepraszam za jakość zdjęć, ale robione komórką, aparat jest w chwilowej niedyspozycji...
Continue Reading...

piątek, 17 grudnia 2010

Regenerujący krem do rąk, Garnier - recenzja



Uwielbiam ten krem do rąk, jest zawsze moją niezawodną deską ratunku w przypadku wysuszonych dłoni. Szczególnie porą zimową niezastąpiony.

Produkt jest w czerwono-białej tubce z nakrętką. Zawartość spora, bo 100ml. Krem ma dość gęstą konsystencję, jest koloru różowego. Piekielnie wydajny, mój mam od wakacji, a jeszcze zostało go z 1/4 opakowania - używany czasem nawet i parę razy dziennie (choć czasem też i przez parę dni dni wcale, przyznaję). Minusa daję za zapach, ja za takimi nie przepadam, taki typowo kremowy, ostry. Może drażnić przy dłuższym i częstszym użyciu.


Różową zawartość rozprowadza się na dłoniach bezproblemowo, z wchłanianiem jednak nie jest już tak kolorowo. Choć to też zależy, jak nałoży się minimalną ilość to po chwili można już ze spokojem używać rąk, nie obawiając się o umazanie wszystkiego kremem. Jednak ja lubię nakładać większe ilości, wtedy wchłanianie zajmuje więcej czasu i już na przykład pisanie na laptopie odpada. Stąd najczęście używam Garniera na noc, a do torebki i komputera mam przygotowane inne kremy. Zostawia lekki tłusty 'film' na skórze, ale na tyle delikatny, że w niczym to nie przeszkadza.

Pierwsze efekty czuć od razu po wklepaniu kremu w dłonie. Stają się miękkie i miłe w dotyku. W zimowym okresie, kiedy nasze ręce są szczególnie narażone na wszelkie przesuszenia, stosowanie regularnie tego kosmetyku daje widoczne i długotrwałe nawilżenie. Jak obiecuje producent. :) A kiedy się zapomnę i doprowadzę moje ręce do nieciekawego stanu, przywraca je do porządku w parę dni.

Ja używam go przeważnie w krytycznych momentach lub kiedy takie się zapowiadają. Najczęściej na noc. W dzień lubię sobie umilać życie słodko pachnącymi kosmetykami, w tym i kremami do rąk oczywiście. ;P Szkoda, że jedno nie idzie w parze z drugim... ale cóż zrobić. ;)

Ten krem to już wręcz produkt kultowy w mojej rodzinie, stosują go wszyscy odkąd pamiętam. ;-)) I nic dziwnego, bo jest naprawdę godny uwagi.
Continue Reading...