Przy okazji wpisu o Garnierze, obiecałam skrobnąć coś o pozostałych używanych przeze mnie kremach do rąk.
Aktualnie z przyjemnością 'męczę' dwa kremy (+ Garnier oczywiście):
Ziaja kokosowa terapia rąk i zmysłów oraz Joanna Sweet Fantasy wanilia
Są to moje kremy na dzień, ale każdy i tak ma bardziej wyszczególnione obowiązki. ;-))
Ziaja jest kremem torebkowym. Zawsze mam ją przy sobie, jest idealna właśnie jako krem do torebki. Przede wszystkim wchłania się błyskawicznie - czasem nawet w tramwaju potrafiłam jej używać. Ma śliczny słodki kokosowy zapach, który uwielbiam. Konsystencja jest lekka, nawilżenie nie jest powalające, ale wystarczające w takich właśnie codziennych sytuacjach, kiedy stwierdzamy, że tu i teraz musimy posmarować czymś dłonie. Nie zostawia żadnych tłustych 'filmów'.
Joanna za to jest moim kremem 'przylaptopowym'. Również wchłania się szybko i nie zostawia tłustej powłoczki na rękach, stąd bez problemu można chwilę po jej nałożeniu pisać na klawiaturze bez obawy o zabrudzenie. Na pewno nawilża bardziej niż Ziaja i ma gęstszą konsystencję, ale jest też mniej wydajna. Zapach przecudny, słodki, waniliowy. W tej serii występują jeszcze dwa inne - czekolada i kokos, jednak ja ich jeszcze nie miałam.
W obu przypadkach na plus opakowanie, a konkretnie zamknięcie - na 'klapkę'. Nic nie trzeba zakręcać, co mnie mocno denerwuje w Garnierze jak mam ręce wysmarowane kremem.
Oba kremy na pewno nie spisałyby się jako główne nawilżacze rąk, są jednak za lekkie, ale jako torebkowo-laptopowa pielęgnacja i chwilowa ulga dla dłoni, sprawdzają się idealnie w moim przypadku.
To jak na razie mój stały zestaw jeśli chodzi o kremy do rąk. :) Całą trójkę z czystym sumieniem polecam.
Przepraszam za jakość zdjęć, ale robione komórką, aparat jest w chwilowej niedyspozycji...




