czwartek, 1 sierpnia 2013

Wakacje we Francji - podsumowanie (zakupy, kosmetyki, jedzenie, dojazd)

Share it Please
Prawie 3 tygodnie, 4000km przejechanych kilometrów. Spełnione marzenie i mnóstwo wspaniałych wspomnień:) Mowa oczywiście o naszej wyprawie do Francji w te wakacji, przyszedł w końcu czas na podsumowanie.


Plan początkowo zakładał Paryż, Dolinę Loary, Bretanię i Normandię. Dolinę Loary w końcu sobie odpuściliśmy i pojechaliśmy prosto do pięknej Bretanii. O Paryżu już zrobiłam osobny wpis - zapraszam - więc nie będę się nad nim już rozwodzić. W Bretanii najpierw zajechaliśmy do miejscowości Penestin - nie polecam! Było po prostu brzydko. Mieliśmy tam spędzić tydzień na wybranym wcześniej campingu, ale zrezygnowaliśmy i pojechaliśmy 130km dalej. Na szczęście. Dojechaliśmy do miejscowości Clohars-Carnoet i to miejsce z całego serca polecam. Przepiękne widoki, przepiękne plaże, czyściutki ocean,  bardzo mili ludzie. Chcę tam wrócić :) Zostaliśmy cały tydzień, w trakcie wybraliśmy się obejrzeć między innymi sławny Carnac (o czym pisałam tutaj) z obeliskami. Ze zwiedzenia Nantes i Rennes zrezygnowaliśmy, nie mieliśmy ochoty na duże miasta. Ostatnie parę dni spędziliśmy za to w Normandii na Alabastrowym Wybrzeżu. Miało być tak pięknie... A okazało się, że szału nie robi. Chyba, że ktoś lubi kamieniste plaże i bardzo wysokie ceny w knajpach. Za obiad składający się z czterech pizz zapłaciłam 250zł, nawet w Paryżu nie było tak drogo. Byliśmy w miejscowościach Etretat i Fecamp -  na zdjęciach w przewodniku wyglądało to zdecydowanie lepiej...
W drodze do Polski zajechaliśmy jeszcze do Antwerpii na nocny spacer, mieliśmy nadzieję na skosztowanie belgijskich gofrów albo frytek, wszystko niestety było pozamykane. Innym razem;) Zahaczyliśmy też o Berlin i 1.07 dotarliśmy do Poznania.



DOJAZD
Naszym środkiem transportu był oczywiście samochód. Praktycznie od Poznania do Paryża mogłabym jechać samymi autostradami, jednak ze względu na opłaty na tych francuskich, zrezygnowaliśmy z nich i w Belgii z autostrady zjechaliśmy. Drogi we Francji są cudowne! Żadnych dziur, zazwyczaj pusto, jedzie się bardzo przyjemnie. Za to francuscy kierowcy... są niemożliwi ;) Jeśli już włączą kierunkowskaz (zmieniając pas/wyprzedzając/skręcając) to nie wyłączą przez następnych parę kilometrów. I naprawdę, to nie była jednorazowa akcja, tu co drugi Francuz tak robił. Druga sprawa - bardzo uważnie patrzcie na znaki. Może się okazać, że jedziecie sobie główną uliczką w miasteczku i... wcale nie macie pierwszeństwa. Pierwszeństwo mają za to samochody wyjeżdżające na przykład z dróg gruntowych. W żadnym innym kraju z czymś takim się nie spotkałam.
Jeśli chodzi o tankowanie, za paliwo płaciliśmy od 6,2zł do 7zł za litr. Najdrożej było w drodze 'do' na niemieckiej autostradzie, najtaniej na obrzeżach Paryża. We Francji staraliśmy się tankować na stacja marketowych typu Carrefour, było zdecydowanie najtaniej. Z tym, że uwaga - na sporej części nie zapłacicie gotówką. A nawet jeśli jest taka możliwość to zazwyczaj w ograniczonym czasie, czyli np. od 10 do 12, a potem od 14.30 do 18.




NOCLEGI
Tak jak już wspominałam, korzystaliśmy z campingów. Oba mieliśmy super, choć bardziej podobał mi się ten w Bretanii. Ten był też tańszy oczywiście. Nie pamiętam już dokładnych cen, ale przy czterech osobach, aucie, psie i elektryczności w Paryżu płaciliśmy ok. 35zł/os/noc, a w Bretanii ok 20zł/os/noc.
W Bretanii mieliśmy na campingu kryty basen z podgrzewaną wodą w tej cenie ;) Oczywiście na każdym campingu darmowy internet - i tu znowu zaplusowała Bretania, bo internet był na całym campingu, a w Paryżu tylko przy recepcji. Oczywiście trzeba liczyć się z zamulaniem, bo osób chcących skorzystać jest wiele.
Koniecznie należy pamiętać o przejściówce do kontaktów! We Francji są inne niż w Polsce. My oczywiście zapomnieliśmy ;-)



JEDZENIE
Zakupy robiliśmy w większych marketach - Carrefour, Intermarche (ten drugi trochę tańszy). Uwaga na Carrefoury Contact, Express - ceny potrafiły zwalać z nóg. Ceny jedzenie oczywiście wyższe niż w Polsce. Konfitury po 2e, serki po 1,6e, bagietki po 0,5-1e, szynka po 2-3e.
W knajpach ceny przeróżne. Za pieczoną rybę zapłaciliśmy 18e, za pizze od 12 do 15e. W Paryżu za obiad (główne danie + napój + deser) płaciliśmy po niecałe 12e od osoby. Idąc do knajpy trzeba się liczyć z tym, że nie zjecie nic wcześniej niż o 18.30, bo większość będzie zamknięta :D Przerobiliśmy to...
Oczywiście na każdym kroku naleśnikarnie - czyli byłam w siódmym niebie:) Ceny się wahały od 2e do nawet 10e za sztukę. Średnio naleśnik z nutellą kosztował 3,5-4e. Swoją drogą jeśli chodzi o dodatki to uważajcie na 'beurres' ;-) Michał chciał zaszaleć, nie wiedział co to i dostał... Naleśnika z tłuszczem. Creme de marrons to krem z kasztanów, Michałowi smakowało, mi średnio. Zostaję jednak przy nutelli.
Typowe francuskie jedzenie? Oczywiście owoce morza w różnej postaci, których ja nie przełknę;) Croissanty, bagietki, makaroniki, naleśniki... :)





Zawsze będąc zagranicą robimy zakupy 'do Polski'. Czyli kupujemy rzeczy niedostępne u nas, na które mamy akurat ochotę:) Uwielbiam robić takie zakupy ;-)
Tym razem nie było inaczej i co nieco przyjechało z nami do Poznania.


Oczywiście już sporej części nie ma - serów pleśniowych i mojego ulubionego do kanapek; napojów i alkoholu; kremu z kasztanów, naleśników ;)
Zostały słodycze - m.in. przepyszne brownie, żałuję, że nie wzięłam więcej. Polecam! Krem ciasteczkowy i konfitura kokosowa również pycha.

KOSMETYKI
O kosmetykach napisałam już sporo, więc ostatni raz w wielkim skrócie. We Francji nie ma typowych drogerii (jak w Polsce Rossmann czy Hebe). Zakupy kosmetyczne robi się w perfumeriach (np. Sephora), aptekach (ogromny wybór kosmetyków) oraz po prostu zwykłych marketach (spotkać można w nich takie marki jak Bourjois, Maybelline i inne tego typu; plus duża ilość pielęgnacji). Ja zaliczyłam zakupy w każdym z tych miejsc, ale tym już się chwaliłam już wcześniej w innych wpisach;) Dzisiaj tylko to czego jeszcze nie pokazałam, czyli balsam do ciała i krem CC Mixy, odżywka do włosów Le Petit Marselie oraz piękny lakier do paznokci noname.


Francja jest przepięknym krajem, ma swój wyjątkowy urok i klimat. Obojętnie czy to Paryż, czy to mała mieścinka, wszędzie jest cudownie. Nie mogłam się napatrzeć na całe miasteczka/wioski ozdobione donicami z kwiatami. W Polsce takie coś by nie przeszło, zaraz byłoby zniszczone czy ukradzione... A tam spokojnie sobie stoi/wisi i wygląda świetnie. Zresztą nawet same domki są wyjątkowe i przede wszystkim bardzo zadbane. Zdecydowanie mogłabym w tym kraju mieszkać ;-) I zdecydowanie tam wrócę, na pewno jeszcze do Bretanii i Paryża, ale również chciałabym zobaczyć Prowansję. I wbrew powszechnym opiniom - Francuzi są naprawdę przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców ;-)



Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami naszej wyprawy (co zwiedzaliśmy, robiliśmy) to zapraszam do cofnięcia się parę postów wstecz, gdzie na bieżąco z Francji wszystko relacjonowałam:) Francja

12 komentarzy:

  1. świetne zdjęcia, chciałabym zwiedzić Paryż i zamki nad Loarą :) może kiedyś....

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie to wszystko opisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne zdjęcia i widzę, że fajne kosmetyki przywiozłaś:]

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie :) Zazdroszczę! Bardzo lubię czytać takie relacje. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła skorzystać z Twoich wskazówek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę Ci tego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się wybieram od jakiś 4 lat do Fr, ale jakoś wybrać się nie moge;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię te ciasteczka z kremem malinowym (są dostępne w Almie)
    Dobre brownie były kiedyś w Tesco, ale nie mam pojęcia czy nadal są dostępne.

    Odżywka z miodem jest super, szampon także b.dobry. Jeszcze maska na mnie czeka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Awwww, moje ulubione rurki z nadzieniem malinowym! To mój uzależniajacy przysmak :)

    Jak będzie wracać do Bretanii to polecam Lorient :) Spędzałam tam wakacje cztery lata temu. Ogólnie zwiedzałam trochę Bretanię, niestety większości miast nie pamiętam, ale uwielbiam to miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Lorient byliśmy, zresztą jeździliśmy tam na zakupy, bo nasza miejscowość była 20km od Lorient :)

      Usuń